Sobota, 29 listopada 2025

Południe

Jestem.. Sprawozdanie? Dziewczyny wczoraj wykorzystały to, na co tylko „śmieszny pan” pozwolił – chwała im za to.. Dużo popracowałem w staniu, kilka kroków na koniec – super. Oczywiście nie zmęczyło mnie to ani trochę, choć nauczyłem się już, że moje ciało miewa dość.. Nie czuję bólu ani „zmęczonych” mięśni ale pojawia się większy opór i częściej wpadam w klonusy. Oczywiście na koniec szkolenia (wczoraj był ostatni dzień) były „kwiaty i gratulacje” – śmieję się. Malkontent „wyłazi”.. Podsumowując – całe szkolenie to nie był czas stracony. Kawał dobrej roboty. Biorąc pod uwagę oczywiście fakt, że nie znaliśmy swoich możliwości z terapeutami, z którymi pracowałem.. Bo – wiadomo – można było ze mnie wyciągnąć znacznie więcej. Wnioski dla siebie jakie wyciągnąłem – mam w sobie jeszcze bardzo dużo niekontrolowanego napięcia. Zanim zacznę robić poważne rzeczy, jak na przykład chodzić (jak to brzmi – też mi poważna rzecz), muszę się nauczyć to napięcie kontrolować. Skupić się tylko na przykład na tym, żeby prostować i uginać lewą nogę. Muszę w pełni odzyskać władzę nad „centralką”, czyli nad brzuchem. Brak kontroli nad nim mnie kompletnie destabilizuje. Mięśnie na plecach (prostowniki) w pełni władz nie są ale radzą sobie całkiem nieźle. Każda próba wyprostowania się jednak kończy się tym, że lecę do tyłu, bo nic tej siły z przodu nie równoważy. Kiedy mam „coś” za plecami od razu łatwiej. Poważnej pracy wymaga też szyja, bo głowa właściwie jest cały czas w „przodopochyleniu”, co utrudnia mi pracę nad balansem – właściwym utrzymaniem równowagi. Ważna – moim zdaniem – rzecz przy chodzeniu.. Właściwie przy próbach. Zupełnie inny mechanizm działa kiedy człowiek choćby spaceruje a zupełnie inny przy takich nieudolnych próbach chodzenia – warto moim zdaniem się nad tym pochylić. Kiedy chodzimy – dynamicznie przenosimy ciężar ciała tak naprawdę cały czas „wytrącając się z równowagi”. Dlatego, jeśli człowiek nawet spacerując w wolnym tempie się potknie – straci równowagę.. Mój „chód” bardziej fizycznie przypomina próbę kopnięcia czegoś, stanie na jednej nodze, gdzie równowaga i ciężar ciała w całości spoczywa na jednej nodze. Jeśli terapeuta ogranicza mi w pełni przeniesienie ciężaru na jedną nogę – kroku nie zrobię. Spróbujcie się przejść w „slow motion”. Niemożliwe, żeby to zrobić dokładnie tak jak się choćby spaceruje. Środek ciężkości w chodzie – tak jak napisałem – cały czas się porusza, stanowiąc jednocześnie (oprócz mięśni) dodatkową siłę napędową.. Ja zatrzymuję się na jednej nodze, żeby przenieść drugą. Dokładnie to, co Wy robicie w „slow motion”. Żeby zrobić to powoli, to trzeba najpierw przenieść nogę a dopiero wtedy dokładnie nad nią ciężar.Często szukając informacji o elektrostymulacji natykam się na to, że wszelkiego rodzaju wibracje są zbawienne dla „udarków”. Dlatego zostałem obdarowany małą platformą wibracyjną, taką na której można stanąć – „petarda”. Dla mnie to jak dziesięć minut próby, żeby się utrzymać na wierzgającym na rodeo koniu.. Nie umiem się wyprostować, kolana wchodzą w przeprost – ale te dziesięć minut uwalczę. Platforma prosta – taka za trzysta z kawałkiem – ale biorąc pod uwagę fakt, ile kosztuje teraz godzina z terapeutą – myślę że warto..Biorę się za pisanie o elektrostymulacji..