Niedziela, 19 kwietnia 2026

Rano

Wczoraj nie chciało mi się już pisać – późno się zrobiło, kiedy sobie o blogu przypomniałem.. Do południa robiłem przyszłej synowej podkład do piosenki – na szybko niestety. Chce dziewczyna do szkoły aktorskiej – trzeba jej pomóc w miarę możliwości. Co prawda ja to lubię i faktycznie zrobiłem to z przyjemnością ale zauważyłem, że włączył się mechanizm „przydatności”.. Wszyscy go mamy w mniejszym lub większym stopniu i czasem tłumaczymy go na różne sposoby, zarzekamy się, że „nie – absolutnie! Nie ja!”. Mamy naturalną potrzebę bycia „potrzebnym”, przydatnym. I nie ma w tym nic dziwnego, bo w takim duchu jesteśmy wychowywani. System „układa” nas sobie tak, byśmy byli przydatni. Niby nagradza nas za to. Czasem pieniędzmi, czasem czymś materialnym innym razem poklepuje nas po plecach zwykłym „dziękuję”. Zauważyliście jednak, że zwykle nakład jest niewspółmierny do zysku? Nazywamy to różnie. Niektórzy mają „obowiązek” inni „powinność”, jeszcze inni (jak ja) „mogą, więc robią – a co mi tam”. „Odwzajemniamy” przysługi, pomagamy „z dobroci serca”, robimy coś, „bo jesteśmy jedyni, którzy mogą to zrobić”. Prawda jest jednak taka, że spełniamy samolubną potrzebę „bycia potrzebnym”. „Przydatnym”. Napełnić dzbanek z napisem „niezastąpiony”. I nie ma w tym nic złego, bo dzięki temu „kręci się ten świat”. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby pewnego dnia każdy stwierdził słynne „pier**lę – nie robię!”. Nie chodzi o to, żeby to negować ale nazywać rzeczy po imieniu. Z grubsza robimy coś dla siebie a nie dla kogoś.. No tak. Cztery lata studiowania filozofii nie poszły na marne.. Nie – filozofia to nie mój zawód. Kulturalno – oświatowy jestem ale studiowałem kilka rzeczy – z ciekawości..Wczorajsza sobota była – zgodnie z założeniem – siłownią. Jeszcze eksperymentuję. Jest jednak dużo ćwiczeń, które mogę wykonywać. I wczorajszy dzień był testem. Co mi „siądzie” a co nie bardzo. Niektóre ćwiczenia zmodyfikowałem, żeby je dostosować do moich możliwości. I starałem się nie przesadzić, żeby dziś nie było zakwasów – udało się. Czuję się dziś dobrze. Przez lata wypracowana potrzeba ruchu i wysiłku została zaspokojona.. Przydają się gumy, to co jest w okół – ot zwykłe ćwiczenia izometryczne. Nigdy nie interesowała mnie „masa” tylko siła. Więc duże obciążenia i długo, żeby przede wszystkim popracowały mięśnie wewnętrzne. Wiadomo – lewą stronę trzeba najpierw „rozruszać” więc tu odwrotnie na razie – małe obciążenia i dużo powtórzeń. Do przodu.. Z czasem sobie wypracuję metodę..