Po południuŚroda – jak zwykle – w Porąbce i – jak zwykle – jestem wywrócony na lewą stronę.. Było dobrze. Najpierw godzinę „przetańczyliśmy” z Jarem, robiąc na stojąco kwadrat – dwa kroki w przót, dwa w lewo, do tyłu i w prawo.. Czyli cały potyrzebny zestaw. Oczywiście robiliśmy nie tylko to ale generalnie godzinę „w staniu” – to już nie jest problem.. Gdyby mnie nie zwijało „ze śmiechu” co jakiś czas, to i z równowagą byłoby nienajgorzej – były momenty. Później stały punkt programu, serial brazylijski pod tytułem „Schody”. I tu mam do siebie kilka zastrzeżeń – wydaje mi się, że tydzień temu lepiej „ogarniałem”. Magda jednak słusznie zauważyła, że dają mi coraz więcej swobody i faktycznie tak jest. Są momenty, kiedy jestem zdany na siebie – oczywiście pilnowany z każdej strony. Staram się jednak zachowywać tak, jakby to ode mnie zależało, czy zejdę z tych schodów czy wykonam „Lot nad kukułczym gniazdem”.. Nie ukrywam – czym więcej dostaję swobody, tym trudniej ale nie mogę sobie wtedy pozwolić na brak kontroli – muszę się pilnować. I o to chodzi.. Potem godzinka z Magdą. Powiem tak… Taryfy ulgowej nie ma ale było mniej „niemożliwe” niż tydzień temu. Śmiech z „granicy bezsilności” dopiero zaczynał się pojawiać – byliśmy gdzieś na granicy. I dobrze, bo tak naprawdę robimy (albo próbujemy robić) rzeczy, które dla przeciętnie sprawnego człowieka cudem nie są..Rzuciłem temat – może by dwa razy w tygodniu – „zamiast” czegoś innego.. Zobaczymy. Bo wiadomo już, że więcej w moim przypadku wcale nie znaczy lepiej. Nie mogą to też być dwa dni pod rząd, bo nie dam rady fizycznie (jak to?! Ja nie dam rady?!). Najlepiej by było poniedziałek – piątek, żeby te zdarzenia jak najbardziej od siebie odsunąć. Środa – piątek jednak też będzie OK. Do przedyskutowania. Jest czas.. Tym bardziej, że od piątku przez dziesięć dni jeździmy do komory hiperbarycznej. Odwołuję na ten czas wszystko, bo nie chcę (chciałem napisać „ciśnienia”) pośpiechu.. Może to coś zmieni – komora. Bo na razie to się czuję jak bym miał fajne, zadbane Lamborgini, z niezłym, mocnym V8 pod maską, który niestety ze względu na kiepskie przewody elektryczne „pali” tylko na dwa gary. I więcej jak dwadzieścia, dymiąc i „kaszląc” – nie pojedzie.. Przesadziłem z tym Lamborgini? To niech będzie zwykły, poczciwy Passat 1,8 TDI.. Może być?Czwartek, sobota, poniedziałek – siłownia. To już ustaliliśmy.. Chyba, że się zmini coś w kwestii Porąbki – dostosuję. Pozostałe dni – jako, że lubię się ruszać – postanowiłem robić „techniczne” rzeczy. Skupić się na dłoni, nodze, rotacjach i (nie piszę o tym zbyt często) ćwiczeniach logopedycznych. Na rzeczach, które są wymagające ale nie wymagają ode mnie aż takiego wysiłku fizycznego, co „siłownia”. Tylko muszę to jeszcz przemyśleć, poukładać, bo lubię spontanicznie ale nie chaotycznie.. Plan. Wtedy nawet jak „się nie chce”, to wiadomo co trzeba zrobić..