Wtorek, 28 lipca 2026

Autor:

w

Wieczorem

Dziś była Magdalena. Wszystko szło pięknie, do momentu chodzenia.. Potem – „Armagedon jakiś Panie kochany!”. Fakt – zepsuło się łóżko – więc po staremu – za wózeczkiem.. Lewa noga jednak jak zabetonowana. A czym trudniej coś zrobić, tym bardziej się wkurzam, że wiem, co robić ale nie mogę. Czym bardziej się wkurzam – tym bardziej nie mogę. Do tego nie mogę skwitować sytuacji w żaden sposób więc tylko w mojej głowie rozbrzmiewa siarczyste, wycedzone przez zęby, pospolite „k*rwa mać!”…I to by było na tyle… Ale katować się nie będę. Resztę dnia coś tam poćwiczyłem, nie znęcając się nad sobą.. Powiem tyle – to nie jest dobry dzień.. Bywa.Wieczorem „lajtowy”, pozytywny akcent – Monika z igiełkami.. Testowaliśmy trochę inne rzeczy, niż robiliśmy do tej pory. Trochę nie jej bajka, bo style w akupunkturze (jak i w wielu dziedzinach) są różne i na naszą prośbę – spróbowała. Wolę jednak, jak każdy robi to, co do czego ma przekonanie..Wczoraj się nie rozpisywałem. To był naprawdę dobry dzień. Z Magdą chodziliśmy po schodach nawet tyłem. Trudne to było. Wiadomo – Magda mi „transportowała” lewą nogę do zgięcia i na stopień. Starałem się wejść na nią i wyprostować sam, choć wiadomo, że Magda brała na siebie sporo mojego ciężaru, dbając o to, bym przypadkiem nie oglądał kafelków z bliska.. To, że była sama spowodowało, że więcej niż zwykle pracy musiałem wykonać sam. Myślę, że to jest dobre, choć kiedy współpracują z Jarkiem – dają mi naprawdę dużo samodzielności. Nie mniej, kiedy muszę zrobić sam musi być więcej kontroli z mojej strony.. Nie koncentruję się wtedy tyle na „śmiesznym panu”, tylko na tym, żeby się z tych schodów po prostu nie „spier**lić”. Uważam na każdy ruch. Czuję się bezpiecznie, bo jestem w dobrych rękach ale kiedy jestem zdany na siebie z automatu uruchamiam mechanizmy, które bezpiecznie przez tyle lat pozwalały mi robić rzeczy trudne.. Palce jednej ręki, to za dużo, by policzyć ile razy spotkałem się z ziemią, kiedy się potknąłem albo poślizgnąłem.. Z drugiej strony niezliczona ilość kontrolowanych upadków przy różnych „wygibasach”. Jak choćby na rolkach czy przy saltach. Przykładem może być sytuacja, kiedy z powodu gorącej wody stojąc pod prysznicem straciłem kontrolę nad tym, co robię. Oboje z Leną „wyrżnęliśmy” na podłogę – na kafelki i tak się wybroniłem upadając, że obyło się nawet bez bólu. A co najważniejsze – nie wiem jak – ale zdałem sobie sprawę z tego, że chroniłem głowę.. Myślę, żeby spróbować – tylko asekuracja.. Trochę dłużej to potrwa. Rozluźnienie, korekta „trajektorii” itd. Myślę jednak – po poniedziałku – trzeba spróbować.. Może się okazać, że za wcześnie – i tak pewno będzie. Będziemy przynajmniej wiedzieć czy „daleko jeszcze?”..