Czwartek, 6 sierpnia 2026

Autor:

w

Doskonałe zajęcia dzisiaj. Jestem zmęczony i zadowolony. Kilka schodów – szczególnie tych pierwszych – było super. Pistolecik – biodro – szybko się wystrzelał i później już AŻ tak ładnie nie było.. Nie narzekam – było dobrze. W tym dreptaniu pojawia się co raz więcej rzeczy zamierzonych, więcej kontroli i luzu.. I praktycznie zmiena się „coś” na plus z zajęć na zajęcia. Wiadomo, że to drobne rzeczy ale zauważalne. Już któryś raz Magda „weszła mną” tyłem na półpiętro i tu też dało się wyczuć sporą różnicę. Dużo w tym było już mojej pracy. Zaskoczony byłem, jak łatwo na pierwsze schody przeniosłem prawą nogę. Kilka rzeczy trzeba dopracować. Żeby dobrze wejść na nogę – muszę przenieść rękę – bo dużo nią stabilizuję. Z tym jeszcze kłopot. Powoli.Na „czaszkowo – krzyżowej” skupiamy się póki co na głowie i szyi. Przynosi to zmiany i ulgę. Nie mniej – tam są takie napięcia, że jeszcze długo z tego nie wyjdziemy.. Jedno jest pewne – te zajęcia „to je to”. Tego mi było trzeba..Dziś Magda zapytała o cele, jakie chcę osiągnąć.. I słusznie, bo bez punktu odniesienie wszystko w naszym świecie dryfuje. Zwykle do „nikąd”. Progres łatwiej zaznaczyć..Cóż Wam powiedzieć.. Wiadomo – chcę wrócić do sprawności sprzed udaru. Od razu napiszę – wiem – to w dużej części może „w tym życiu” nie nastąpić, nawet nie ze względu na ograniczenia ale zwyczajnie czasu może mi nie starczyć. Nie mam już przed sobą tylu lat, co kolega, który po wylewie z połową mózgu wyprowadził się fizycznie „na prostą”, skończył w takim stanie studia (pamiętam – jeszcze wtedy bez zrekonstruowanej kości czaszki) i pracuje jako psycholog.. Nie mniej, po tym, co wieścili mi „prorocy” a co jest już w tej chwili, kto chce może mówić sobie że coś jest niewykonalne – przymknę oko.Blisko – jako wieloletni nauczyciel wiem – musi być cel, którego koniuszek chociaż wystaje zza rogu. Więc chcę bez pomocy zejść ze schodów – z pierwszego piętra. Później bez pomocy „na płaskim”. To są cele, które gdzieś na horyzoncie majaczą. Jak już dam radę sam wejść po schodach – będę mógł ćwiczyć to wszystko sam. Wtedy na terapii zajmiemy się czym innym. Na przykład więcej szasu poświęcimy ręce. Ona oczywiście teraz nie „leży odłogiem”.. Wbrew temu, co mi obiecano – nie prędko – ale będę mówić.. Książka się „czyta” i zaczynam nawet niektóre wyrazy rozumieć. Na tym etapie trudno mówić o dykcji ale pojawia się właściwa artykulacja. Szkoda, że „śmieszny pan” nie pozwoli mi tych umiejętności szifować publicznie..