Sobota, 21 lutego 2026

Wieczór

Wczoraj nie chciało mi się piać, bo było już późno – czas się zrobił dopiero grubo po dwudziestej.. Do południa – sesja hipnotyczna u Łukasza.. Nie powiem – ciekawe doświadczenie. Jestem cały czas świadomy podczas sesji – mam wrażenie, że mogę wtedy zrobić wszystko. Nie jest to stan „bezwolny”, gdzie można ze mną zrobić co się chce. Poddaję się różnym „manipulacjom”, bo chcę ale mam wrażenie kontroli.. Trochę ten stan przypomina to, jak byście słuchali kogoś zaraz po przebudzeniu się. Kojarzycie słowa i z grubsza to, co się do Was mówi ale nie do końca. Nad częścią musicie się dopiero zastanowić („oprzytomnieć” – jak to się mówi). Hipnotyzer nie daje na to czasu więc słowa „bezmyślnie” czasem przelatują – zdawałoby się – jednym uchem wpadają a drugim wylatują.. Jestem na tyle obeznany w temacie, żeby wiedzieć, że to nieprawda – właśnie o to chodzi, żeby krytyczny umysł „mijał” słowa pozornie bez znaczenia. Podświadomość jednak nie „mija” niczego. To właśnie w tych niby bezsensownych, niby nieistotnych informacjach, które krytyczny umysł pomija biorąc za nic nie znaczący bełkot jest ukryta informacja dla podświadomości. Hipnotyzer też często zostawia czas, żeby wyobraźnia zajęła się budowaniem obrazów (bo większość z nas posługuje się nie słowem, tylko ich wyobrażeniem). Albo obraz staje się dla podświadomości symbolem albo hipnotyzer – kiedy umysł jest zajęty budowaniem obrazu – przemyca do podświadomości niby nieistotne informacje. Być może moje reakcje są zaburzone przez mój stan, przez „śmiesznego pana”. Bo tego śmiechu nie jestem w stanie wyłączyć nawet podczas sesji. Ba! Ona jest wręcz powodem nerwowych reakcji, co niestety wpływa na stan, w jakim jestem i wszystko jest takie „nie do końca”.. To dopiero druga sesja i na efekty (jeśli będą) trzeba z miesiąc poczekać. Za tydzień „zaatakujemy” jeszcze raz i poczekamy – zobaczymy czy coś się zadzieje. Tak jak pisałem – w moim wypadku to eksperyment.. Nie mniej, mam wrażenie, że (mimo świeżości) coś tam się w tej głowie zadziewa.. Niby nic a jednak czuję się inaczej.. Na inne rzeczy dookoła siebie (niż do tej pory) zwracam uwagę, „śmieszny pan” jest jakby bardziej powściągliwy.. Może to tylko wrażenie – za wcześnie, by o tym mówić.Jak wróciliśmy od Łukasza pojawiła się (zgodnie z umową) Pani Magdalena. Intensywna to była praca. I niemal dwie godziny! „Dogadaliśmy” się, żeby przy niektórych rzeczach mi zaufała i dała więcej swobody – dostałem. Od razu lepiej.. Dlatego, że mam słaby tułów, jak mnie ktoś zbyt mocno trzyma – nie umiem sobie „wywalczyć” równowagi. A przecież nie dam rady powiedzieć „odsuń się troszkę”. Gesty najczęściej wtedy prowadzą do nieporozumień więc wolę nie wprowadzać niepotrzebnego zamieszania – sprawdzałem.. Z jednej więc strony ta „samodzielność” zmusza mnie do pracy, z drugiej – jest spowodowana niedostatkiem – ale wychodzi mi to na dobre. Nie marudzę.Potem mieliśmy gości – Anię z Igorem – moim młodszym dzieckiem. Dziewczyny sobie pogadały, my z Igorem „przedyskutowaliśmy” w tym czasie kilka tematów i tak nam zleciało.No a dziś sobota – jak zwykle – testowałem wiedzę zebraną w ciągu tygodnia. Nie szaleję jednak za bardzo.. Siłowni nie robię. Mózg ma przede wszystkim popracować a poza tym – tyle się tego zrobiło w tygodniu, że faktycznie weekend, to dobry czas żeby odpocząć..