Wieczorem
Dziś zostałem w domu.. Nie czułem się w ogóle chory ale nieprzespana noc i puchnące dziąsła mówią, że coś jest na rzeczy. Od lat walczę z zatokami i kłopot z nimi (jak mniema lekarz, który po trzech dniach uratował mi życie) mógł być przyczyną udaru.. W każdym razie często jak jestem chory – puchną mi dziąsła.Obudziłem się dziś o trzeciej czterdzieści.. I mimo nasennych specyfików Leny i sporej dawki valusedu – oczy miałem już szeroko otwarte. Cóż było robić – wróciłem do fantastycznych gier gdzie w nagrodę za dobre rozwiązanie mogę obejrzeć jakąś fascynującą reklamę.. Na przykład chińskiego marketu, który po naciśnięciu na krzyżyk przenosi mnie na stronę producenta a gdy ją zamknę wyskakuje kolejna reklama marketu, żebym przypadkiem jedynej w swoim życiu okazji nie zmarnował.. Och ja – głupi! Jakże niewdzięczny – zawsze zamykam! Właściwie dłużej czas mija mi na czekaniu aż będzie można te reklamy pozamykać niż na samym graniu..Poćwiczyłem sam – trzymam się tego, żeby co godzinę chociaż wstać na kilkanaście minut ale zwykle ćwiczę przy tym – co będę tak stał?!Wczoraj zaliczyłem dobre, owocne półtora godziny z Panią Magdaleną i lokomat w Mysłowicach. Jestem zadowolony bo znów wyczaiłem tam kilka rzeczy.. Lokomat pozwala mi zsynchronizować i przede wszystkim zautomatyzować kilka rzeczy z których sprawny człowiek raczej nie zdaje sobie sprawy. Po prostu je robi.. Ja – póki co – muszę myśleć: „biodro do przodu, ramię w górę a teraz kopnij kolanem”. I tak sobie „idę” powoli po bieżni prowadząc wewnętrzny monolog. Przez godzinę powtarzając regułki jak mantrę. Do skutku. Aż zacznę robić to bezmyślnie – automatycznie. Jak przed udarem. Dziś w powietrzu wisiała wizja schodów.. Od której Lena mnie skutecznie odwiodła – i słusznie. Bo ja bym pojechał a w moim stanie nie wyszłoby pewno z tego nic dobrego…