Wieczorem
Sobota – nic specjalnego.. Coś tam porobiłem ale raczej niewiele jak na mnie. Nadal „humorek – muchomorek”. Nie taki jak wczoraj. Zdecydowanie lepszy ale jednak. Do mojego normalnego stanu daleko. Fizycznie odpoczynek też mi się przyda. Może jakiś „ściorany” się absolutnie nie czuję ale ostatnio przesadzam.. Sęk w tym, że zabiegani już jesteśmy mocno. A jakiegoś spektakularnego efektu to nie przynosi. Ja zaczynam być drażliwy a Lena też ma dość – biedna -stara się mi dogodzić ale już nie wie do czego ręce włożyć.. Efekty nie są warte tego żebyśmy się tak szarpali. Jeśli czuję potrzebę – zawsze mogę poćwiczyć sam – to już przynosi niezłe efekty. Wiadomo – nie pochodzę (chociaż mógłbym – z asekuracją Leny już próbowałem) i pewnych rzeczy nie zrobię. Ale dużo już mogę. Nie ma sensu się zrywać, tym bardziej, że tak na prawdę nie wiadomo ile to potrwa.. Długo.. Powrót do jako takiej funkcjonalności długo potrwa. Nie napiszę, że później będzie łatwiej, bo już wiemy, że będzie.. Łatwo, to już niestety chyba było „za poprzedniego Seby”..