Wtorek, 10 marca 2026

Rano

Mam kłopoty z komputerem i kartą dźwiękową.. Dlatego wczoraj nie pisałem. Próbowałem na ten moment reanimować jakoś moje „centrum rozrywki”, bo to teraz jedna z niewielu rzeczy, z których mogę korzystać.. Normalnie już bym gdzieś spacerował, pewno już bym był na rolkach.. Marcowe powietrze – mimo iż wydaje się nadzwyczaj ciepłe – dla mnie jest jeszcze za zimnie.. Siedzę, nie ruszam się. Zimno..Karta dźwiękowa – wygląda na to, że po latach służby się niestety kończy.. Szkoda, bo to interface z dobrej, profesjonalnej już półki.. Kwoty już w tysiącach nie w setkach. Coś tam jeszcze działa ale lata „znika” w systemie co jakiś czas i albo „wraca” albo trzeba zrestartować i system i kartę. Z samym systemem wczoraj zrobiłem, co się da i jest w porządku – wszyscy wiedzą, że do filozofii Microsoftu mam anielska cierpliwość. Na Apple’u te same objawy więc to nie system.. Jeszcze komputer – ten pozostawia wiele do życzenia.. Mimo, że to maszyna na „wypasie” (sporo zainwestowałem w narzędzie pracy jeszcze przed udarem) jest źle poskładana. Mogę niestety jedynie popatrzeć na skrzynkę stojącą na biurku ze świadomością, że jak kiedyś wsadzę do niej wreszcie „łapy”, to będzie pięknie. Póki co nic nie mogę..Weekend spokojny. Ćwiczę – owszem – ale z umiarem.. Dotarło do mnie, że więcej ani trochę nie przyspiesza procesu powrotu.. A może (choć tego specjalnie nie czuję) wręcz utrudnić – tak twierdzą terapeuci.. ja nie mam zdania na ten temat. W każdym razie – tak jak napisałem – „więcej” nie znaczy „szybciej”. Neurony mają swój czas – co prawda nieograniczony – ale w tej kolejce „po normalność” trzeba swoje odstać..Wczoraj dobre dwie godziny z Grzegorzem – podkreślam – dobre. „Docieramy” się. Ja chciałbym więcej niż mogę, na szczęście Grzesiu – rozsądny facet – konsekwentnie robi, co uważa za stosowne. Cierpliwie znosi moje fanaberie i nigdy nie odmawia – testuje. Jest szczerze otwarty.. Zwykle jednak okazuje się, że „on wie” a mnie się tylko zdawało.. I dobrze – ktoś tą moją skłonność do ryzyka temperuje.Dziś Pani Magdalena i lokomat w Mysłowicach – i dość.. wcześniej (jak to we wtorek) jeździliśmy jeszcze do Bielska. Ja jednak na zajęciach byłem „nie pierwszej świeżości” a Lenka biegała z językiem na brodzie – takie ciśnienie nikomu nie służyło.. Wszystko w swoim tempie – cały czas do przodu.. I postępy widać. Nie są spektakularne. Są wolne. I nie zależą od tego ile potu się po plecach poleje.. Cierpliwość i konsekwencja..