Środa, 11 marca 2026

Wieczór

Dzień udany, choć bez przykrych niespodzianek się nie obeszło.. Padł monitor odsłuchowy – głośnik z mojego „studia”.. Kolejne tysiące.. Długo mi służył ten sprzęt i z pewnością „na siebie zarobił”. Jak by nie patrzeć – strata kilku tysięcy (szczególnie w obecnej sytuacji) trochę boli. Tym bardziej, że bez tych „fantów” (karty dźwiękowej i monitora) nie porobię z dźwiękiem nic.. Trochę tak, jakby informatyk miał pracować bez komputera..Dobra! „Nie spotkaliśmy” się tu po to, żeby narzekać! Wiemy już, że to nic nie daje.. Dziś dzień „porąbkowy” (nie mylić z porąbanym). Super zajęcia z ludźmi, z którymi znam się ze szkoleń – Ela i Adam (Magda z Jarem na urlopie). Zajęcia poprowadzili świetnie, z humorem i – co dla mnie najważniejsze – super technicznie. Ja wiem, że dla nich nie pierwszyzna i takie zajęcia prowadzą codziennie ale zrobili rzeczy, których w większości sam nie mogę zrobić.. I to właśnie dla mnie cenna rzecz. Na schody nie poszliśmy dlatego, że nie chciałem. Nie ze względu na brak zaufania, tylko wiem ile Magda z Jarem wkładają wysiłku i kombinacji w to, żeby „mną wejść” po schodach. Jak sobie pomyślałem, że Ela z Adamem muszą to „rozkminiać” od początku – stwierdziłem, że chyba dzisiaj nie mam na to siły. Odpuściłem. Tym bardziej, że w trakcie się z nimi wiedzą już nie podzielę.. To, że nie mówię jest strasznie frustrujące.. Czasem wystarczył by prosty komunikat, jedno słowo.. No cóż.. Jak to kolega mawia – „los tak chciał”.. Coś tam jednak pochodziliśmy. Ele fajnie „wyczaiła” jak rozluźniać moje „betonowe” kolano. Profeska..Przyglądam się światu (bo komentować nie mogę) i widzę, jak ludzie nas szufladkują. Jeździmy „wypasionym” Audi A8, które pożyczył przyjaciel, bo po pierwsze swoje ukochane, stare BMW Lenka jesienią rozbiła a po drugie lepiej się jej mnie wozi taką „furą” niż moim Volvo V50 z „manualem”. Tak więc jeździmy taką limuzyną, z czterolitrowym silnikiem – dzięki Valdek.. Ludzie patrzą na to z odrobiną zazdrości ale nie pytają.. A Lenka o takich rzeczach nie rozmawia. W każdym razie wygląda na to, że „kasą spływamy”. A tym czasem, gdyby nie zapas na „siepomaga.pl” siedziałbym w domu.. Gdyby nie pomoc wielu zwykłych ludzi – czekałbym na Panią Magdalenę z NFZ, która przychodząc dwa razy w tygodniu poruszałaby mną trochę..Na szczęście – póki co, mimo sprzętu, który się „skończył” – szczęście dopisuje. Nic tylko korzystać – pracować. Ktoś sponsoruje Bielsko, jest na Porąbkę i lokomat w Mysłowicach – oby tak się to kulało..