Wieczorem
Dzień spokojny. Żeby nie powiedzieć wręcz – leniwy.. Jutro na schody więc wolę być możliwie „świeży”. Coś tam porobiłem – poćwiczyłem w staniu (tym razem nie forsowałem czterdziestu minut). Raczej krótko a częściej. Trochę się porozciągałem.. Porysowałem – z rzeczy rozrywkowych. I poprzypominałem sobie kilka tematów z psychologii. Zaczynam eksperyment. Naukowo udowodnione jest (z czego z pozytywnym skutkiem korzystałem, kiedy byłem sprawny), że trening mentalny wspomaga pracę fizyczną nad ciałem. Zamierzam wykorzystać swoje doświadczenia w tym temacie. Tym bardziej, że i tak niewiele się ruszam. Mój układ nerwowy nie pozwala mi jeszcze na spokój, który jest potrzebny, by medytować ale w tym celu wcale nie trzeba „schodzić tak głęboko”. Jestem w stałym kontakcie z Łukaszem, o którym już wspomniałem – zawodowym hipnoterapeutą, który w razie czego pomoże.. Nie mam w tej kwestii nic do stracenia – oprócz czasu, którego teraz i tak mam aż nadto..W sprawie czytania nic się nie zmieniło.. Konsekwentnie, codziennie uskuteczniam coś w rodzaju „poczytaj mi mamo” aż się zmęczę. Następuje to – póki co – dość szybko.. Pamiętam jak „młodszemu” czytałem historie typu „Baśniobór”. Mam „fioła” na punkcie dykcji i interpretacji więc sprawiało mi to ogromną przyjemność. Ani się obejrzeliśmy jak czas mijał nam na kolejnych rozdziałach, tomach.. Igi siedział z otwartą buzią i z niecierpliwością czekał, co będzie dalej. Po jakimś czasie następuje jednak takie „zmęczenie materiału”, że człowiek więcej poprawia pomyłek niż czyta. Wtedy negocjowaliśmy przerwę..Teraz niewyraźnie dukam słowo po słowie.. I w tym momencie trafia mnie szlg, bo już słyszę, jak wszyscy mówią: „powoli! Jeszcze będziesz czytał!”. Za to „powoli”, to ja już serdecznie dziękuję..