Wieczorem
Dzień udany. Od rana coś tam ćwiczę i wciąż mi mało. Nie „zrywam” się – nie robię nic ciężkiego. Raczej bawię się w: „ciekawe czy dam radę”. Co pół godziny jak Kargul „podchodzę” do płota (dobra pogoda) i wstaję. Korzystam niestety z prawej ręki, opierając się o oparcie wózka. Tułów jeszcze mi nie pozwoli na swobodny zamach – środek ciężkości musi się znaleźć nad stopami – inaczej wstanę „do tyłu”. Wstaję więc na nogach ale ręka pomaga mi ten środek ciężkości przemieścić w odpowiednie miejsce. Wstaję, starając się maksymalnie wyprostować. Trochę (niewiele) jeszcze „dociągam”, ręką łapiąc za słupek. Potem siadam, znów podpierając się ręką, łapią oparcie specjalnie bez szukania go oczami. Po omacku ręką, starając się zlokalizować oparcie w przestrzeni.. Jak kiedyś nie trafię – będzie „śmiesznie”. Staram się usiąść bardzo powoli, w taki sposób, bym bez poprawiania mógł wstać znów. I tak dziesięć razy. Wiem.. Dla Was to abstrakcja.. Robicie to codziennie setki razy odkąd nauczyliście się chodzić i nigdy nie było potrzeby, żeby się nad tym choć chwilę zastanawiać. Też tak kiedyś miałem..Teraz anatomicznie mój ruch i Wam sprawiłby trochę trudności.. Mój ruch pozbawiony jest bowiem kompletnie pędu. Dynamicznego przemieszczania środka ciężkości, który zmienia kompletnie mechanikę ruchu. Spróbujcie zrobić coś w zwolnionym tempie – takim naprawdę „slow motion”. Na przykład zejść ze schodów, przejść się czy wstać i usiąść – trochę zmieniają się reguły gry..Oprócz „podejdź no do płota” robię jeszcze kilka innych rzeczy. Trzymając się na przykład oparcia łóżka wyginam się mocno w tył. Robię coś w rodzaju mostka.. I wkurzam się niemiłosiernie, że system przy terapeutach ledwie pozwoli się wyprostować a i wtedy „śmieszny pan” daje znać o sobie. A tu – widzę kuchenne szafki, które mam za sobą.. Och.. Gdyby to wreszcie odpuściło. No ewidentnie jest „tego” mniej ale to jeszcze nie to i niektóre zajęcia mi rozwala.. W zasadzie nie umiem określić funkcji tego bloga.. Jeśli to w ogóle konieczne. Lena namówiła mnie na pisanie, co w mojej sytuacji może pełnić jakąś rolę terapeutyczną – taka możliwość wypowiedzenia się w jakikolwiek sposób.. Czy jest to pomocą osobom po udarze lub opiekunom? Garść informacji, które w sieci podano już wiele razy.. Może to, że kumuluję je w jednym miejscu. I nie trzeba spędzić godzin, zadając właściwe pytania..Poza tym nie uważam się za „dobrego komentatora rzeczywistości”, jestem raczej malkontentem. Moje „spostrzeżenia” i dialogi wewnętrzne przypominają komentarze tych dwóch dziadków z balkonu „Muppet Show”. Raczej nie krzepią.. W moim stanie – dla otoczenia – lepiej że milczę – mniej boli..