Niedziela, 1 marca 2026

Po południuWczoraj było tak sobie – „humorek – muchomorek”, ćwiczyłem coś ale bez takiego szaleństwa i entuzjazmu, jaki zwykle wykazuję w sobotę.. Kolega z jednego z forów strasznie „psioczył” na swój los, że „chciałby a nie może” i chyba mi się udzieliło. Bo właściwie tak jest – chciałbym a nie mogę.. Taka jednak ludzka natura – nie cieszy nas to, co jest w zasięgu, tylko pragniemy tego, co dopiero przed nami albo żałujemy tego czego już nie ma.. Pamiętam życie przed udarem – robiłem salta, różne akrobacje na drążku gimnastycznym (w tym stanie na rękach czy wymyk), jeździłem wyczynowo na rolkach – to zajmowało sporo czasu.. Nie jeden młodszy ode mnie pukał się po głowie. W tygodniu pracowałem z przyjacielem w studio nagrań, oprócz tego prowadziłem zajęcia z niepełnosprawnymi i dawałem regularnie lekcje gry na gitarze.. W weekendy najczęściej grałem koncerty z Fortecą albo z Mysłajkową, tu dzież grałem jakieś wesele z Shelky albo na zastępstwie za kogoś.. W tle „bujało” się życie rodzinne, które też pochłaniało swój czas.. Marzyłem o „świętym” spokoju, o luzie, żeby nie komponować w biegu i czasem mieć chwilę, żeby leżąc bezmyślnie pogapić się w ciszy w sufit. No to mam, co chciałem.. Spokój i cisza aż pachną stęchlizną.. Myślę, że tak naprawdę (o zgrozo!) udar uratował mi życie.. Przerwał szalony „bieg chomika” w kołowrotku. Tak naprawdę donikąd i po nic.. Zrozumiałem – teraz chciałbym się obudzić..